Blogi

poniedziałek, 29 grudzień 2014 12:14

Bóg cię stykaj!

Napisał
Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Zabawy sylwestrowe i karnawałowe dawnej Warszawy znacznie różniły się od dzisiejszych imprez. Ale myli się ten, kto sądzi, że były to nudne bale pełne pruderyjnych warszawianek i warszawiaków.

 

 

            Przykładem niech będzie Edward Koelichen (właściciel majątku w podwarszawskich Włochach) i jego dom, gdzie urządzano słynne piątki dla artystów i raczej niższych stanem klientów. Było to na rogu ulic Długiej i Przejazd, a imprezy odbywały się w połowie XIX w. Według opowieści działy się tam pijackie i… niestworzone rzeczy. Spotkania dla panów wywoływały u opinii publicznej nie lada zgorszenie, o czym zaświadczyć może wpis z pamiętnika Franciszka Kostrzewskiego, ówczesnego malarza i zarazem bywalca piątków u Koelichena. Gdy został zapytany przez pewną damę, czy rzeczywiście takie nieprzyzwoite przyjęcia się tam odbywają, odpowiedział:

 

- Proszę pani, ludzie przesadzają, bo niech pani przyzna, czy biały krawat jest nieprzyzwoity?

- A nie, przeciwnie!

- A frak?

- No, nie.

- A dla dam aksamitka na szyi jest czymś zdrożnym?

- Przenigdy!

- Otóż właśnie, na ostatnim zebraniu odbywał się taniec literalnie tylko we frakach i białych krawatach. Panie miały tylko aksamitkę na szyi…

 Dom Koelichena (z prawej)

            Inaczej rzecz miała się, jeśli chodzi o sylwestrowe i karnawałowe zabawy w wyższych sferach. Oprócz dobrych manier, panie obowiązywały suknie balowe, nierzadko z rękawicami do łokcia, panowie natomiast zakładali najlepsze galowe ubranie.  Najpopularniejsze imprezy sylwestrowe dla „towarzystwa” odbywały się w XIX w. w dwóch miejscach – Resursie Kupieckiej (Pałac Mniszchów przy Senatorskiej) i Resursie Obywatelskiej (Krakowskie Przedmieście, Res Sacra Miser). Niedługo potem doszedł jeszcze Pałac Bielińskich (dawna siedziba Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego). Istniał też dawniej na balach sylwestrowych ciekawy zwyczaj gaszenia światła przed samą północą jako znaku, że coś się kończyło, a za chwilę zapalania - jako początek czegoś nowego. Innym, również niepraktykowanym od dawna, zwyczajem było składanie życzeń w Nowy Rok słowami „Bóg cię stykaj!”, co znaczyło polecenie opiece Najwyższego. Nierzadko składanie tych życzeń odbywało się podczas noworocznych wizyt. Bo trzeba wspomnieć, że w Nowy Rok w południowej porze mężczyźni, a zwłaszcza chłopcy jeździli z wizytami do znajomych, gdzie przyjmowały ich panie i panienki pełniące honory domu. Częstowano gości winem, ciastami i bakaliami, a wizyty przepisowo trwały 10 -15 minut, kiedy to, już po życzeniach, wspominano wczorajszą zabawę na balu. Najbardziej jednak z tych wizyt zadowoleni byli właściciele i pracownicy tzw. remiz wynajmu powozów i karet, którzy czekali cały rok na okazję, żeby w kilka godzin zarobić krocie.